Ta chwila, zanim świat otworzy oczy i nabierze rozpędu. Jeszcze mocno nieprzytomne cienie zsuwają się powoli schodami i bezszelestnie zjawiają się w kuchni. Któryś czasem nawet próbuje wymamrotać swoje „dzieńdobrymamusiu”, z różnym skutkiem. Tylko ten najmniejszy ma zazwyczaj dawno ogromne oczka i buzię szeroko uśmiechniętą, gdy radośnie oznajmia:
- Już się obudziłem!
I wtedy wiem, że naprawdę dzień się zaczął. Nad niekompletnie nakrytym stołem odmawiamy „Ojcze nasz”, potem krótkie „Pobłogosław” i już możemy cieszyć się chwilą dla siebie. Może przez to, że nie jesteśmy zmęczeni, a może przez brak wrażeń z dnia, dość, że rozmowy przy śniadaniu przebiegają łagodnie i zazwyczaj niebanalnie. Czasem jest to chwila, by posiedzieć tylko we dwie z Panną T., która wychodzi pierwsza, czasem zaś wszyscy schodzą się z różnych zakątków domu. Ale nawet wtedy nie ma specjalnego przekrzykiwania. Jakby powolne nocne tempo życia jeszcze nie zdążyło przyspieszyć.
I te poranne tematy są jakieś ważniejsze, głębsze. Dziś zaczęło się od wesela wujka O. Chłopczyk S. trochę kręcił noskiem, ale mu dziewczyny zaraz przypomniały, że wujek nie chce wesela bez niego, że wujek lubi dzieci. Oraz, że podobnie jak Chłopczyk – lubi pociągi. Ten ostatni argument zdecydowanie przemówił do małego miłośnika kolei, więc Panny mogły spokojnie oddać się rozważaniom na bardziej palące tematy.
- Ciekawe, czy wujek O. jest tylko zakochany w cioci S., czy już ją kocha – zastanowiła się Panna Ł.
Natychmiast zapaliła mi się lampka w głowie, więc spytałam:
- A zakochać się i kochać to co innego?
- No tak, zakochanie to zakochanie, a kochanie to kochanie.
Ponieważ niewiele mi to wyjaśniło, drążyłam dalej.
- To jak myślicie, jak to jest z ciocią i wujkiem?
- Są już dorośli, więc chyba wujek ciocię kocha – rzuciła z powątpiewaniem Panna T. – Ale w sumie dopiero się pobierają, więc może jeszcze jest w niej zakochany?
- A to zależy od wieku?
- No tak, dzieci i młodzież częściej się zakochują, a dorośli częściej się kochają.
- A mama i tata?
I tu nie było wątpliwości: obie Panny zgodnie stwierdziły, że tata mamę kocha. Nie wiem, czy dlatego, że jesteśmy wystarczająco starzy, czy po prostu tak jest najlepiej.
- A tata był kiedyś w mamie zakochany?
- Pewnie był… - wyraziła przypuszczenie Panna T., choć nie bez wahania.
No bo jak to tak?
Mieliśmy jeszcze kilka minut na wyjaśnienie, że jak się jest zakochanym, to druga osoba się nam podoba, a jak się kochamy, to się o siebie troszczymy i jesteśmy razem już na zawsze. Dla dzieci najważniejsze jest to na zawsze, żeby przypadkiem rodzicom co innego nie przyszło do głowy.
I właśnie wtedy okazuje się, że Panna T. ma tylko dziesięć minut do wyjścia, że Panna Ł. jeszcze potrzebuje się uczesać, a Chłopczyk S. wymaga natychmiastowego przebrania, bo polał się mlekiem. Cała rodzinna machina rusza z kopyta, każdy musi już coś pilnie zrobić. Gdzieś w głowach jeszcze dźwięczą nam echa dopiero co odbytej rozmowy, więc tylko na odchodnym Panna Ł. stwierdza:
- Wujek O. ma dobrze. Będzie miał blisko do żony do pracy.
Pracują w jednym budynku.

Kiedy już wszyscy rozbiegną się do swoich zajęć, kiedy pęknie ta krucha bańka spokojnego poranka przy stole, wówczas uśmiecham się do siebie z zadowoleniem. Jestem wdzięczna losowi, że nie muszę codziennie rano wybiegać z domu do pracy, że nie omijają mnie te wszystkie życiowe dyskusje nad kanapką z serem. Wystarczy tylko wyprawić całe towarzystwo do ich zajęć, a potem spokojnie zasiąść w zaciszu własnego domu do komputera. Jeśli kiedykolwiek mi żal, że nie mam koleżanek, z którymi mogłabym pić kawę w przerwie między przerzucaniem papierów, to na pewno nie po takim poranku, jak dzisiejszy.